Miasto nieoczywiście pozytywne, czyli czego staramy się nie dostrzec w Pile?
Plac Zwycięstwa, Staszic, lotnisko, żużel, rogacz na wieżowcu. Lista symboli, z którymi kojarzona jest Piła, jest dość krótka. Można jeszcze uzupełnić ją o „nic się nie dzieje”, bo to chyba najczęściej powtarzana fraza, jeżeli zapytać typowego pilanina o to, z czym kojarzy się miasto. Tylko czy na pewno?
Bo gdyby tak… spojrzeć na Piłę bez filtra „typowego pilanina”. Pomijając Plac Zwycięstwa, Staszica, lotnisko, żużel, rogacza na wieżowcu i „nic się nie dzieje”, zapytać o „Piłę nieoczywistą”. W KZ Nieruchomości widzą to trochę inaczej, bo oprócz pilan, w biurze często pojawiają się osoby spoza Piły, które właśnie tutaj szukają nowego miejsca do życia. – Opinie klientów z zewnątrz są – co do zasady – pozytywne – mówi Marcin Zamojda, wspólnik biura. – Oni wyrażają się o tym mieście pozytywnie. A zjeżdżają tu ludzie bardzo często z wyboru, nie tylko z miejscowości w promieniu trzydziestu czy pięćdziesięciu kilometrów, ale także z Bydgoszczy, Świnoujścia, z Mazowsza. Często są to ruchy za pracą, bardzo często za sercem. Dziś mieliśmy klienta z Holandii – będziemy sprzedawać nieruchomość panu, który wraca do Piły. Tych, którzy wracają z zagranicy jest bardzo dużo.
Magdalena Kittel-Zamojda, wspólniczka KZ Nieruchomości dodaje, że Piła jest nieoczywiście pozytywna. – No i niedoceniona. Jak się rozmawia z pilanami, to zwykle „nic się nie dzieje”. Natomiast na co nam zwracają uwagę osoby spoza Piły, i na co my zwracamy uwagę rozmawiając z nimi – to jest fajne miasto, świetnie położone, pełne pozytywnych ludzi, którzy robią fantastyczne rzeczy. Może mówimy o tym za rzadko, a może nie mówimy o tym wcale.
Zderzenie opinii – tych „insiderskich” i tych wyrażanych przez osoby spoza miasta – zrodziło wyzwanie: jaka jest Piła nieoczywista? Co widać, kiedy zdjąć filtr „typowego pilanina” i zajrzeć pod skórę miasta?
Z wyzwaniem rzuconym przez KZ Nieruchomości zmierzyło się czworo fotografów z trzech pokoleń, a efekty można do końca roku oglądać na wystawie Hotelu Gromada w Pile. W końcu on sam jest jeszcze jednym z bardziej oczywistych symboli Piły – „wysoki hotel przy rondzie” stał się punktem orientacyjnym dla przejeżdżających przez miasto, a mieszkańcom dziś trudno wyobrazić sobie, że nie stoi nad Gwdą w samym centrum Piły.
Jaka jest zatem Piła nieoczywista? – Jest wielką zagadką, wielkim znakiem zapytania – mówi Wojciech Beszterda. – Oczywiście możemy powiedzieć o tym, że Piła nie ma charakterystycznych symboli, które jednoznacznie kojarzą się z danym miejscem, z miastem. Ale ma obywateli, mieszkańców, wrażliwych ludzi, którzy potrafią dostrzegać rzeczy, obok których przechodzimy, a które dla osób wrażliwych mogą być niezwyczajne. Mogą być zagadką. Myślę, że to jest cały czas wielki potencjał, który w tym mieście z pewnością jest, bo artefakty historyczne może nie są materialne, ale ta historia tu się przetaczała w jedną i w drugą stronę wielokrotnie. To tylko kwestia uczepienia się jakiegoś szczegółu i zrobienia z niego wartości.
Wtóruje mu Piotr Spek: – Myślę, że jest nieoczywista z powodu o którym mówił na otwarciu Wojtek Beszterda: nie mamy tożsamości urbanistycznej miasta. Oczywiście w cudzysłowie, bo są miejsca, które próbują pełnić rolę rynku, miejsca gromadzenia się ludzi, rozmów, jakiegoś zaczynu… Ja Piły nieoczywistej szukałem w ludziach. Tak się akurat zdarzyło, że szukałem miejsca na pracownię. Pięć lat temu zmarł Edward Kreft i miejsce po jego pracowni stało puste. Jestem tam od pewnego czasu, pracuję, tworzę i przejąłem to miejsce po Edwardzie z całą schedą. Ale wchodząc tam, zobaczyłem na ścianach takie dykteryjki i uniwersalne myśli pozostawione przez Edwarda Krefta dla nas. Myślę, że to jest ta Piła bardzo oczywista, ale dla większości nieoczywista, bo tam się tworzyły pewne zjawiska, tam się spotykali artyści, ludzie, którzy od lat siedemdziesiątych w Pile tworzyli. Pozostawili dla nas troszkę wiadomości: żebyśmy się słuchali nawzajem, żebyśmy się szanowali nawzajem i żebyśmy tworzyli coś co będzie uniwersalne, a nie będzie tylko tymczasowe.
Kacper Spek – przedstawiciel młodego pokolenia fotografików – zwraca uwagę na to, jaką Piłę chcemy zobaczyć: – Tu nie ma wielkiej filozofii. Nieustannie jej doświadczamy, tylko czasem chyba nie chcemy zauważyć rzeczy ciekawych albo przykrych. To kwestia percepcji.
– Moja Piła nieoczywista jest pewnym sensie Piłą oczywistą, ponieważ wszystko co przedstawiłam na zdjęciach, to są miejsca dobrze znane, które mijamy dosłownie codziennie, ale na które nie zwracamy uwagi, albo nie dopatrujemy się w nich niczego interesującego, intrygującego. I to jest – tak myślę – ta nieoczywistość Piły. Po części nie dostrzegamy też jej potencjału – mówi Marta Zatylny.
– Jest dokładnie taka, jak jej nie widzą pilanie – dodaje Magdalena Kittel-Zamodaj. – Przyjemna, fajna do mieszkania, pełna pozytywnych, absolutnie pozytywnie zakręconych ludzi, których ty znasz, ja znam, których spotykamy w pracy i na co dzień.
Co zatem zrobić, żeby zacząć dostrzegać potencjał miasta? Jak zdjąć „filtr typowego pilanina”? Jeszcze raz Marta Zatylny: – Jeśli chodzi o to gdzie – wszędzie. Wystarczy zatrzymać się, rozejrzeć i spróbować popatrzeć z trochę innym podejściem. Zamiast patrzeć na znany obiekt jako to, co zawsze mijamy, przyjrzeć się formom, ciekawym kształtom, kolorom, albo pomyśleć o tym jakie mamy wspomnienia, skojarzenia, może o tym co miłego działo się w pobliżu. Możemy do tego podchodzić na bardzo różne sposoby.
Piotr Spek widzi problem szerzej: – Byłoby znakomicie, gdyby „Piła nieoczywista” stała się projektem cyklicznym. Żeby to przerodziło się w zwyczaj rozmowy o mieście. Czy to na poziomie fotografii, czy – być może – na poziomie literatury tak jak wcześniej. Fotografia jest medium najłatwiejszym, bo fotografię możemy zrobić bardzo szybko i bardzo łatwo. Tylko chciałbym – i to jest chyba ideą każdego z autorów – żeby fotografia miała namysł, czyli coś mówiła, coś przekazywała. Dłuższe projekty – roczne, dwuletnie, pięcioletnie – będą tworzyły wartość dla całego miasta: czym miasto z perspektywy jednego, dwóch, pięciu artystów, jest cenne, albo co zauważają z perspektywy kulturowej, społecznej, socjologicznej, o czym warto powiedzieć. Mogą to być pozytywne rzeczy, ale oczywiście możemy spodziewać się też wypowiedzi negatywnych. I ja bym się tego zupełnie nie bał, bo to będzie rozwijało nas jako ludzi w mieście, i będzie dawało asumpt do tego, żeby w jakimś sensie pójść o krok dalej.
W tę myśl wpisuje się pomysł na „Piłą nieoczywistą”. – Naszym małym marzeniem jest wypromowanie czy uświadomienie marki Piły nie jako centrum regionu, tylko marki „miasto do mieszkania” – tłumaczy Marcin Zamojda. – Jest taki pozytywny dla małych miast trend, który nasilił się po pandemii. Nagle okazuje się, że jeżeli jest światłowód, dobry internet, wiele rzeczy – zarówno zawodowo, jak i prywatnie – możemy robić z dowolnego miejsca. Mamy teraz młode małżeństwo, które kupiło nieruchomość z naszym pośrednictwem – oboje pracują zdalnie dla firm, których siedziby są poza Piła. Ale mieszkają w Pile. Na pytanie „dlaczego?”, odpowiadają „bo jest OK, bo mamy wszędzie blisko”. Mogli mieszkać wszędzie, bo nie są zawodowo przywiązani do żadnego miejsca, a wybrali Piłę. I to jest fajne. I to jest piękne.